Aromatyczne tango, czyli od nienawiści po uwielbienie do wody różanej

Miałam w liceum koleżankę. Była i prawdopodobnie nadal jest nieprzyzwoicie piękna. Na matematyce regularnie zastanawiałam się nad źródłem jej powabu i stale coś się nie zgadzało, bo ona nie nosiła grama makijażu, prócz wytuszowanych lekko rzęs.

A wtedy wszystkie się malowałyśmy – bardziej lub mniej, w zależności od przyswojonych technik, nie zawsze stanu cery. Kiedy rozłożony na trawie szkolny babiniec rozprawiał o pielęgnacyjnych sztuczkach, Ona wspomniała, że przygotowuje tonik z róży, bo doskonale łagodzi podrażnienia na twarzy (i albo rzeczywiście pomógł, albo moje oko nie było w stanie ich dostrzec). Oczywiście, nikt nie pociągnął wątku, bo w tym wieku ufałyśmy bardziej kosmetykom z drogerii i czasopismom, przylepiając wszelkim przejawom naturalnej pielęgnacji metkę „PODEJRZANE”.

RÓŻA

Nasze sceptyczne nastawienie wynikało też z samego słowa „róża”, bo wszelkiego rodzaju różane pachnidła i mazidła to kosmetyczny „must have” starszych pań w komunikacji miejskiej, które słynęły z nieprzychylności nastolatkom. A my się jeszcze wtedy buntowałyśmy. Chyba. No, może. Tak, czy owak, musiało minąć całe liceum i cztery lata studiów, żebym przypomniała sobie o pomyśle koleżanki. Po latach ciszy wstyd odezwać się w sprawie tak błahej, więc wybrałam się na samodzielne, drogeryjne poszukiwania, ustawiając swój instynkt łowiecki na maksymalny poziom czujności. Po przetestowaniu kilku toników z niby­różą, wreszcie sięgnęłam po najprostsze rozwiązanie ­ wodę różaną! Poziom ekscytacji sięgnął zenitu i natychmiast pobiegłam starannie wykonać toaletę twarzy. Jak się pewnie domyślacie, ten zakup nie zmienił mojego życia, ale przynajmniej zniwelował przykre wspomnienia i nadał im nowy ton. Od tej pory tkwię w burzliwej miłosnej relacji z różą. Choć przyznam, że szyi eterycznym olejkiem różanym nigdy nie wysmaruję, nie ma szans. Pora na sedno sprawy i recenzję.

wodaprzódnajlepsze wodaprzód5 woda3 woda2wodatył3

 

Nazwa: Premium Rose Water
Producent: Dabur
Cena regularna: 12-­13 zł / 250ml (kupiłam w promocji za 9zł)

Sposób użycia: Używać jako tonik do przemywania twarzy, bazę do maseczek , płukanek do włosów, kompres na oczy. Nanosić na skórę za pomocą nasączonego wacika. Tylko do użytku zewnętrznego (Dziewczyny, do drinków i herbaty się chyba nie nadaje – a kusi).
Obietnice producenta („zadania” kosmetyku): przywrócenie równowagi skórze, tonizacja, odświeżenie i łagodzenie; nawilżenie; wygładzenie cery i dodanie jej blasku; pomoc w zwalczaniu pękających naczynek i zwężaniu porów.

…. w zderzeniu z rzeczywistością: okazały się prawdziwe! [miejsce na fajerwerki] Tak, to zjawisko w kosmetycznym świecie trudno zaobserwować, więc wodę różaną firmy Dabur uważam za ewenement. Używam jej jako toniku, rano oraz wieczorem, po demakijażu płynem micelarnym i umyciu pianką, a przed wysmarowaniem kremem lub olejkiem. Nie mam pojęcia, jak sprawdza się w przypadku maseczek, płukanek i innych eksperymentów, bo nie po to ją kupiłam. Od początku miałam wrażenie, że jest to idealna opcja właśnie na tę ostatnią fazę oczyszczającą, tzw. kropkę nad „i”, bo pięknie odświeża i przygotowuję cerę do dalszych „zabiegów”.

Ten prosty kosmetyk ma w sobie coś, czego nie znalazłam w żadnym toniku – nie pozostawia po sobie żadnej lepkiej warstwy, której osobiście nie toleruję, bo mam wrażenie, że za sekundę przylepia się do niej wszelkie „zło”, choćby kurz. Najbardziej zaskoczył mnie jednak wpływ tej niepozornej wody stan mojej naczynkowej, wymagającej cery po przeprawie z AZS. Od kilku miesięcy, kiedy regularnie jej używam, nie widuje już „zaognionych” miejsc na policzkach, a wszelkie stany zapalne nie mają szans na zaostrzenie, bo tonik działa na nie tak kojąco, że znikają zanim się do nich przyzwyczaję.

Wierzcie lub nie, ale to nie udało się żadnym innym kosmetykom i za każdym razem, kiedy przecieram zmęczoną twarz pachnącym wacikiem, przesyłam w myślach worek serdeczności i błogosławieństw dla koleżanki. Skoro pojawiła się kwestia zapachu, to nawet dla mnie, reagującej niemal agresją na intensywne, kwiatowe zapachy, nie ma mowy o zatykaniu nosa przed otwarciem butelki. Woń jest, owszem, ale lekka i dla nozdrzy raczej niegroźna. W pierwszy dzień testowania, kilka minut po zastosowaniu „ankietowany” domownik stwierdził, że nie czuje żadnego zapachu na mojej twarzy, więc z ulgą odetchnęłam i poszłam po następną butelkę, na zapas. I okazało się, że spacer do drogerii nie miał sensu i nie miałby go za tydzień, trzy i miesiąc, bo 250 mililitrów wystarczyło mi na dwa miesiące i kilka dni. Ulga dla portfela, ulga dla skóry – czego chcieć więcej? Tyle dobra zadziwia, więc podejrzliwie popatrzyłam na skład. Zbieram szczękę z podłogi, bo to jedyny minus, za to o dużym znaczeniu.

 

Skład (zielonym kolorem zaznaczamy substancje przyjazne dla naszej skóry, czrwonym – niekorzystne i niepożądane w kosmetyku, czarnym – substancje neutralne dla naszej skóry): Aqua, Propylene glycol (ułatwia transport substancji w głąb skóry, nawilża, ale ma działanie konserwujące i może powodować podrażnienia), Potassium sorbate (znów substancja konserwująca, która chroni przed mikroorganizmami), Rose extract, Citric acid (zwiększa trwałość kosmetyku i ma działanie złuszczające i rozjaśniające).

Szczerze mówiąc, spojrzałam na skład tej wody dopiero w momencie pisania recenzji. Zawarte w niej substancje, które uznaje się za niekorzystne, nie miały negatywnego wpływu na moją cerę, ale jednak zniechęcają. Dodatkowo, jak widać, ekstrakt z róży pojawił się dopiero na czwartym miejscu, ale za to nie ma substancji zapachowych, więc przynajmniej wiem, że jeśli coś pachnie i działa, to właśnie on. :)  Nie wiem jednak, co mam myśleć o tych konserwantach i nie chciałabym teraz oglądać swojej miny w lustrze. Coś między konsternacją, niedowierzaniem a zniesmaczeniem.

Szansa na ponowny zakup: średnia

Nie jestem w stanie zrezygnować już z róży w codziennej pielęgnacji, bo babcia mówi, że pierwszej miłości się nie zapomina i trzeba jej wierzyć. Chyba następnym razem zamienię tę wodę różaną na hydrolat z róży damascena, którego cena jest nieco wyższa, ale za to mam pewność, że moja skóra wypije coś w 100% naturalnego. Być może będziemy jeszcze bardziej zadowolone.

Zamieszczam linki sklepów internetowych, gdzie możecie zapoznać się z dwoma produktami:

Woda różana (Dabur) obecny kosmetyk

Hydrolat z róży damascena (Biochemia urody) ­ lepsza alternatywa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tea Time – Czyli moje dłonie pachną herbatą!

Tak, pisząc tę recenzję rozkoszuję się delikatnym herbacianym zapachem (bynajmniej nie popijam herbaty…;)). Odkąd YOPE zawojował Instagram, byłam bardzo ciekawa tej firmy i ich produktów, a że ostatnio szukałam kremu do rąk – padło na…

5 miesięcy temu

Jak zdetronizować olejki, czyli recenzja kremu nawilżającego Power of Minerals

Nadeszła ta najmniej spodziewana chwila. Oto ja, wierna fanka codziennej aplikacji rozmaitych olejków na twarz, po roku zachwytów, sięgnęłam po KREM. Szczerze mówiąc (hm…pisząc), byłam przekonana, że genialne efekty stosowania jojoby, dzikiej róży, słodkich migdałów…

1 rok temu