Jak zdetronizować olejki, czyli recenzja kremu nawilżającego Power of Minerals

Nadeszła ta najmniej spodziewana chwila. Oto ja, wierna fanka codziennej aplikacji rozmaitych olejków na twarz, po roku zachwytów, sięgnęłam po KREM. Szczerze mówiąc (hm…pisząc), byłam przekonana, że genialne efekty stosowania jojoby, dzikiej róży, słodkich migdałów czy serum Resibio <-(klik), sprawią, że nic i nikt na świecie nie będzie w stanie przekonać mnie do powrotów do kremów, kojarzących się z zaskórnikami, uczuciem ściągnięcia, świądem, itp. Do czasu, kiedy koleżanki zaczęły wychwalać pod niebiosa nawilżający krem z minerałami Morza Martwego firmy L’Orient.  

Jak się okazało, ciekawość wzięła górę nad miłością do olejowej pielęgnacji, co poskutkowało szybkim zakupem 50 ml kosmetyku za 68 zł. Oto i on:

MM1

Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym wcześniej nie przemyślała „za” i „przeciw” tej kosmetycznej zdrady, biorąc pod uwagę nie tylko pochlebne opinie znajomych, ale i najważniejsze – SKŁAD. Oto, co zobaczyłam na etykiecie:

deionized water, glycerin, propylene glycol, isopropyl myristate, glyceryl stearate, cetyl alcohol, squalene,peg-40 stearate, caprylic acid,potassium cetyl phosphate, ginkogo biloba extract,hyaluronic acid, sweet almond oil, aloe barbadensis leaf extract, avocado oil, olive oil, fragrance,jojoba oil, vitamin E, sorbitan tristearate, aqua maris (dead sea water),
nicotinamide, dosodium edta, glycolic acid, lactic acid, algae extract, bht,acnibio ac.

Na liście, oprócz oczywistości, czyli emolientów, kwasu hialuronowego, mlekowego czy witaminy E, znajdziemy listę naturalnych składników, z których skóra z pewnością się ucieszy, a mianowicie:

  • olej ze słodkich migdałów (sweet almond oil) – doskonale nawilża, łagodzi podrażnienia, wzmacnia naczynia krwionośne, zwalcza rozstępy, wygładza skórę. Co ważne, oleju ze słodkich migdałów używać mogą posiadaczki wszystkich typów cery.
  • ekstrakt z aloesu (aloe barbadensis leaf extract) – wspomaga regenerację skóry,świetnie ją nawilża i uelastycznia; przyspiesza gojenie się ran, skaleczeń, otarć; działa przeciwzapalnie, przeciwświądowo.
  • olej awokado – witaminowy zastrzyk dla skóry (A, B, E, F, H, K, PP), dzięki któremu staje się ona odżywiona, pełna blasku. Polecany do pielęgnacji skóry suchej, wręcz odwodnionej atopowej, dojrzałej oraz w leczeniu łuszczycy.
  • oliwę z oliwek – działa przeciwstarzeniowo, wygładza zmarszczki; chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych; wzmacnia barierę lipidową.
  • olej jojoba – nawilża skórę suchą, zaś w przypadku cery tłustej i mieszanej – reguluje wydzielanie sebum oraz łagodzi stany zapalne, a więc wspomaga leczenie trądziku.
  • ekstrakt z alg – algi poprawiają elastyczność skóry, regulują pracę gruczołów łojowych, działają odkażająco, oczyszczają z toksyn oraz dotleniają. Ponadto, poprawiają ukrwienie skóry, wzmacniając naczynia włosowate.
  • ekstrakt z miłorzębu japońskiego – zapobiega pękaniu naczyń krwionośnych, niweluje obrzęki, hamuje działanie alergenów i wolnych rodników, spowalnia procesy starzenia.

MM3

Przyznam szczerze, że perspektywa zamiany zwykłego oleju do codziennej pielęgnacji na kosmetyk złożony z wielu składników, początkowo nie była zbyt kusząca. Niepewność wzbudzało bogactwo substancji, z których każda mogła być „podejrzana” w chwili, kiedy zauważyłabym zapychanie porów (Pewnie znacie te przykre momenty, kiedy z wypryskami na twarzy zastanawiacie się „kto zawinił?”, studiując składy wszystkich używanych kosmetyków z myślą, że wszystkie za chwile i tak wylądują w koszu?”).

Jednak, jak wspomniałam wcześniej, ZARYZYKOWAŁAM i do dziś, po dwóch miesiącach stosowania, uważam, że krem Power of Minerals to najlepsza kosmetyczna inwestycja ostatniego półrocza. Dlaczego? Spieszę z wyjaśnieniem, odpowiadając na kilka pytań, które każda z nas przed zakupem kremu zadać musi 😉

Czy krem rzeczywiście nawilża?

Po krem sięgnęłam akurat w momencie, gdy połączenie upału i praca w klimatyzowanym pomieszczeniu dało o sobie znać, oczywiście na twarzy. W przypadku mojej mieszanej cery ze skłonnością do alergii, objawiło się to kompletnie przesuszonymi policzkami, łuszczeniem w okolicy nosa, ust i brwi, któremu towarzyszył nie tylko świąd, ale i drobne stany zapalne. Po kilku dniach testowania kremu okazało się, że zadziałał jak kojący kompres, ponieważ zmiękczył zrogowaciały naskórek, co ułatwiło jego usunięcie przy użyciu jedynie savon noir i – co najważniejsze – nawilżył i zredukował stany zapalne. Wydaje mi się, że to zasługa składników mineralnych, np. magnezu, który zapobiega utracie wody i działa przeciwalergicznie. W każdym razie po nieestetycznie suchych miejscach, swędzeniu i zaczerwienieniu ślad zaginął. Taki efekt zauważyłam po około dwóch tygodniach stosowania kremu raz dziennie, rano.
Warto dodać, że jest to dermokosmetyk, więc kobiety w ciąży, osoby z chorobami skóry mogą sięgnąć po niego z czystym sumieniem. Potwierdzam to ja, od dwudziestu lat dzielnie walcząca z AZS.

Skoro to krem intensywnie nawilżający, czy nadaje się do skóry mieszanej, tłustej, z tendencją do trądziku?

Myślę, że jest to krem uniwersalny, ponieważ znajdujemy w nim składniki wpływające pozytywnie na skórę zarówno suchą, jak i przetłuszczającą się. Z pewnością duże znaczenie ma tu olej jojoba, który świetnie radzi sobie z upłynnianiem sebum. Jeśli chodzi o trądzik i zaskórniki, nie zauważyłam, żeby krem spowodował u mnie wysyp czegokolwiek. Mimo że u mnie stan cery zależy bardziej od spraw hormonalnych, zaobserwowałam, że podczas dni cyklu, które zazwyczaj sieją największe spustoszenie na mojej twarzy, nie pojawiły się wielkie zmiany i stany zapalne, zaś te drobne zagoiły się dużo szybciej.
Co dodatkowo ważne, konsystencja jest bardzo lekka i po upływie około 2-3 minut po aplikacji krem całkowicie się wchłania, nie pozostawiając tłustej, lepkiej warstwy. Nie można mówić tu o matowym efekcie, ale ledwo widocznym, naturalnym, zdrowym blasku – bez denerwującego świecenia.

MM2

Jak krem współpracuje z makijażem? 

Jestem bardzo zadowolona, bo z uwagi na wspomnianą już, bajecznie lekką konsystencję, Power of Minerals stanowi bardzo dobrą bazę pod makijaż, a konkretnie krem BB (taaak, nakładam krem na krem :D). Wcześniej, kiedy stosowałam różne mazidła, a na nie podkład, miałam wrażenie, że cera się dusi, co w efekcie spowodowało milion zatkanych porów oraz wzmożoną pracę gruczołów łojowych. W tym przypadku nie ma mowy o dyskomforcie, wręcz przeciwnie – BB nakładam na wygładzoną cerę, dzięki wszystko wygląda nawet przyzwoicie. Ostatnio, przy okazji wesela przyjaciółki, zrobiłam nawet test trwałości. Myślę, że to dzięki kremowi w roli porządnego wstępu dla kolorówki, wszystko wytrzymało na twarzy kilkanaście godzin i nie wyglądałam jakbym zapomniała zmyć dwutygodniowego makijażu (przynajmniej mam taką nadzieję).

A co z wydajnością?

Używam kremu od dwóch miesięcy i po tym czasie sądzę, że jedno opakowanie (50ml) powinno wystarczyć mi spokojnie na drugie tyle. Przypuszczam, że przy stosowaniu na dzień i na noc ilości równej ziarnku grochu, kosmetyk będzie gościł w łazience przez około 3 miesiące.

Podsumowując, minerały z Morza Martwego najwyraźniej dobrze dogadują się z moją cerą. Jeśli do końca opakowania kremu nic się nie zmieni, prawdopodobnie kupię go ponownie, ale dłuższą chwilę przed zimą, ponieważ obawiam się, że z ochroną przed mrozem mojej nadwrażliwej cery krem może sobie nie poradzić (aczkolwiek może wówczas zamienię porę stosowania na noc). Bardzo, bardzo polecam! :)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tea Time – Czyli moje dłonie pachną herbatą!

Tak, pisząc tę recenzję rozkoszuję się delikatnym herbacianym zapachem (bynajmniej nie popijam herbaty…;)). Odkąd YOPE zawojował Instagram, byłam bardzo ciekawa tej firmy i ich produktów, a że ostatnio szukałam kremu do rąk – padło na…

4 miesiące temu

Mycie w afrykańskim stylu, czyli mydło z Ghany do zadań specjalnych

Ostatnio mam ochotę na zmiany w pielęgnacji twarzy. Odstawiłam płyn micelarny na rzecz olejku do demakijażu, z tonikiem wygrał hydrolat, kremy zostały wyparte przez czyste olejki i serum Resibio <- (klik)… Właściwie jedyny obszar działań nieobjętych rewolucją…

1 rok temu