Mycie w afrykańskim stylu, czyli mydło z Ghany do zadań specjalnych

Ostatnio mam ochotę na zmiany w pielęgnacji twarzy. Odstawiłam płyn micelarny na rzecz olejku do demakijażu, z tonikiem wygrał hydrolat, kremy zostały wyparte przez czyste olejki i serum Resibio <- (klik)… Właściwie jedyny obszar działań nieobjętych rewolucją to poranne i wieczorne mycie. Jak się okazało, pora przyszła i na to, a zmiana nastąpiła jednocześnie z zakupem kostki „dziwnego” mydła w Mydlarni u Franciszka. Było to mydło z Ghany, które niewątpliwie warto przedstawić.

mydło1

Zacznijmy od wyglądu. Poniżej zamieszczam „uroczą” „kostkę”, a w zasadzie sztukę, czy też kamień o kremowo-brązowym kolorze, ważący około 80-100 g. Kosmetyk wytwarzany jest według tradycyjnej receptury, której realizacja obejmuje kilka etapów, o których jeszcze wspomnę. Nieregularny kształt wynika natomiast z ręcznego wykonania, którego efekt wygląda tak:

DSC05466

Fakt, może prezencja nie zachęca do zakupu, ALE (!) wszystko to, co zawiera w sobie mydło, wręcz nakazuje je kupić. Ja uległam i nie żałuję. Na krótkiej liście składników znajduje się: olej kokosowy, olej palmowy, masło karite, jak również suszone owoce kakaowca. To właśnie te strąki suszy się na słońcu, po czym praży, a powstały popiół dodaje do mieszanki wymienionych olejów, rzecz jasna nierafinowanych.

Jakich efektów można spodziewać się po umyciu twarzy i ciała kostką mydła z Ghany?

  • głębokie oczyszczenie skóry, nawet z makijażu (no, może poza tuszem do rzęs, bo jak każde mydło w oczy trochę szczypie). Zauważyłam, że afrykańskie mydło bardzo dobrze usuwa nadmiar sebum, nie wysuszając przy tym skóry;
  • nawilżenie i odżywienie – w składzie mamy oleje i masło Karite, które zapewniają ten efekt. Tym, co jest ważne dla mnie, to fakt, że mydło nie narusza bariery ochronnej skóry, bo nie należy do agresywnych „domestosów” do twarzy. Należy jednak pamiętać o tym, żeby nie trzymać piany zbyt długo na skórze, ponieważ olej kokosowy może na niektórych zadziałać odwrotnie, czyli jednak lekko przesuszyć. To jednak uwaga tylko dla zapominalskich :)
  • brak uczucia ściągnięcia po umyciu twarzy – to chyba jedyne mydło, po którego użyciu nie miałam ochoty nałożyć kremu sekundę po wyjściu spod prysznica;
  • działanie antybakteryjne, przeciwzapalne, przeciwgrzybicze – połączenie oleju palmowego i kokosowego (który zawiera kwas laurynowy) sprawia, że kostka sprawdzi się świetnie do cery trądzikowej, mieszanej, z niedoskonałościami, ponieważ wspomaga proces gojenia się wszelkich zmian. Rzeczywiście, zauważyłam, że po zastosowaniu mydła, pory są ściągnięte, a niemiłe „niespodzianki” znikają szybciej. Od kiedy je używam, na mojej twarzy nie pojawiają się z stany zapalne, mocne zaczerwienienia, wypryski, itp;
  • nie podrażnia – dobrej jakości, delikatne składniki nie są w stanie zrobić krzywdy nawet skórze wrażliwej, alergicznej. Kosmetyk polecany jest również przy łuszczycy, a nawet mycia głowy z tendencją do łupieżu.

DSC05467

Ja jestem z mydła bardzo zadowolona. Nie ma zapachu (co jest dla mnie plusem), i może nie pieni się znakomicie (to również jest zaletą, bo środkiem pianotwórczym jest tutaj naturalny olej kokosowy), ale dobrze radzi sobie z usuwaniem zanieczyszczeń po całym dniu. Używam go zazwyczaj wieczorem, by mieć pewność, że dobrze zmyłam makijaż i przygotowałam cerę do nałożenia serum, a co za tym idzie – nocnej regeneracji.

Kostkę kupiłam za kilkanaście złotych trzy tygodnie temu i mam wrażenie, że nie zużyłam jej wcale. Sądzę, że posłuży mi spokojnie dłużej niż 2 miesiące, nawet przy codziennym stosowaniu. WAŻNE: Aby mydło wystarczyło na długo, należy przechowywać je w suchym miejscu, bo ulega ono rozmiękczeniu zdecydowanie szybciej niż inne, np. glicerynowe mydła. Najlepiej więc zaopatrzyć się w mydelniczkę, z której może ociekać woda, no i nie trzymać jej pod prysznicem :)

Ocena: 5/5
Szansa na ponowny zakup: ogromna

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tea Time – Czyli moje dłonie pachną herbatą!

Tak, pisząc tę recenzję rozkoszuję się delikatnym herbacianym zapachem (bynajmniej nie popijam herbaty…;)). Odkąd YOPE zawojował Instagram, byłam bardzo ciekawa tej firmy i ich produktów, a że ostatnio szukałam kremu do rąk – padło na…

2 miesiące temu

Jak zdetronizować olejki, czyli recenzja kremu nawilżającego Power of Minerals

Nadeszła ta najmniej spodziewana chwila. Oto ja, wierna fanka codziennej aplikacji rozmaitych olejków na twarz, po roku zachwytów, sięgnęłam po KREM. Szczerze mówiąc (hm…pisząc), byłam przekonana, że genialne efekty stosowania jojoby, dzikiej róży, słodkich migdałów…

1 rok temu