Pudry na ringu: ryż vs. bambus

Pielęgnacyjna nieświadomość nastolatki sprawiała, że moje pole widzenia było mocno ograniczone. Podobnie z makijażem, któremu przyświecała jedna zasada: “ZAWSZE MAT”. Uwagi typu “Świecisz się”, usłyszane od koleżanek oznaczały niemal koniec znajomości – to był cios!

Oczywiście, komentarze mamy zatroskanej o to, bym z przesuszenia skóry nie dostała zmarszczek jeszcze w gimnazjum, były ignorowane (czego szczerze żałuję), bo “Co ona się zna, przecież od dawna ma ten problem z głowy”.

Niestety, zawartość kieszeni wówczas  znów zwężała wybór do dwóch lub trzech pudrów z najniższej półki w drogerii. Oczywiście, zdesperowana, brałam, co było – byle się nie świeciło. Jak można się było spodziewać (znaczy… spodziewali się chyba wszyscy, poza mną) – doprowadziłam cerę do opłakanego stanu. Wróciły objawy AZS, które nieco wcześniej udało mi się “wyciszyć”, suche skórki, świąd, rozszerzone pory i wypryski, słowem: dramat.

twarz w mące

Dopiero na studiach zmądrzałam. Zaczęłam robić puder sama i sprawdzał się świetnie przez dwa lata. Gdyby nie to, że jestem typową babą i pragnę mieć każdą kosmetyczną nowość, byłabym mu wierna do dziś. Jakiś czas temu trafiłam na dwa, naturalne pudry (fixery) firmy Ecocera: bambusowy i ryżowy. W związku z tym, że obie z moją cerą jesteśmy tak samo kapryśne, wzięłam dwa, jednocześnie zyskując cenne pół godziny na drogeryjne rozmyślania o innych mazidłach. Używam pudrów od trzech miesięcy, wiele razem przeszliśmy i myślę, że jestem już gotowa na podzielenie się wnioskami z obserwacji :). Będzie krótko i na temat.

bamboo plant rice field

Należy zacząć od tego, co oba fixery łączy. Przede wszystkim jest to: (1) działanie matujące i absorbujące sebum, (2) hipoalergiczny skład (bez talku, parabenów) i (3) transparentny kolor. Producent twierdzi, że produkt świetnie stapia się z kolorytem cery, jednak przedstawicielki ciemniejszej karnacji mogą nie być zadowolone. Zauważyłam, że rozjaśnia nawet moją białą twarz, a żyłam w przekonaniu, że bardziej blada być nie mogę. Jeśli chodzi o sprawy “techniczne”, to oba pudry mają pojemność 8g, identyczne opakowanie – biały, okrągły, estetyczny pojemniczek z zielonym napisem. Warto wspomnieć o dołączonej płaskiej gąbeczce, która według mnie, nadaje się tylko do zatykania dziurek w wieczku, choć też niekoniecznie, bo jest zbyt cienka (dodatkowo wspomagam się wacikiem – wtedy nic nie ucieka). Nie dziwne więc, że producent  zaleca nakładanie kosmetyku pędzlem typu flat top lub kabuki i dobrze radzi, bo tylko wtedy uzyskamy równomierny, delikatny efekt. Wystarczy nasypać trochę proszku na wieczko lub pędzel, usunąć nadmiar, by pozostał tylko pyłek i nałożyć na twarz. W moim przypadku sprawdza się delikatne dociskanie, miejsce po miejscu.

Jeśli chodzi o różnice, to mieści się ona w przeznaczeniu – puder ryżowy jest raczej do cery mieszanej, zaś bambusowy sprawdzi się lepiej na tłustej. Nie jest to jednak reguła, bo i sucha, wrażliwa skóra będzie zadowolona (jednak bardziej z pierwszej, ryżowej opcji), pod warunkiem rozsądnej aplikacji. Ja jestem posiadaczką cery mieszanej o dużej wrażliwości, więc częściej sięgam po opcję ryżową, zaś w momentach, kiedy moja cera z powodu nadchodzącego okresu i innych, nieznanych mi przyczyn, błyszczy się jak szalona, ratuje mnie bambus. Z jego powodu nie zdarzyła się jeszcze ani jedna sucha skórka, co w przypadku innych, drogeryjnych fixerów, było raczej przykrą regułą.

Zrzut ekranu 2016-04-18 15.26.13

Pora na kilka słów o tym, ile specyfik wytrzymuje na twarzy i półce. Kobiety zabiegane ucieszą się z trwałości, gdyż oba pudry nie należą do znikających szybko i w tajemniczych okolicznościach. Zarówno wersja ryżowa, jak i bambusowa, wytrzymuje bez poprawek, w niemal nienaruszonym stanie, około 6-8 godzin, w zależności od “humoru” cery. W związku z tym, że puder ryżowy jest delikatniejszy, efekt matujący stopniowo zmniejsza się, jednak wystarczy przyłożenie chusteczki lub lekkie poprawki, by szybko to zmienić. Fixer bambusowy nieco dzielniej walczy z sebum. Jakiś czas temu sprawdziłam go w podróży i po 14 godzinach nie przestraszyłam się siebie w lustrze! Owszem, troszkę go ubyło, ale ze względu na to, że jest transparentny, nie było mowy o żadnych plamach. Przy okazji wspomnę, że zarówno puder ryżowy, jak i bambusowy, nawet przy ekstremalnie długim użytkowaniu, nigdy nie pogorszył stanu mojej cery. Nie zauważyłam zapychania, podrażnienia i żadnego innego zła.

Dodatkowym plusem jest to, że puder nie podkreśla suchych skórek ani zmarszczek. Stosując go, można też zapomnieć o efekcie “ciasta” na twarzy po kilku godzinach od nałożenia. Nic z tych rzeczy! Ryż i bambus ładnie współpracują chyba z każdym podkładem (sprawdzono na matującym Revlon Colorstay, Perfect Stay Astora,  Bielendzie, kremie BB od Skin79). Byłam zdziwiona ich bezkonfliktowym stosunkiem do oleju jojoba, który aplikuję na twarz każdego ranka. Można spokojnie testować i kombinować, bo mają potencjał.

Istotna jest również kwestia wydajności. Za niecałe 15 złotych, otrzymujemy ośmiogramowe cudo, które mnie – doświadczonej “pudernicy”, wystarcza średnio na 2 miesiące. Oczywiście, bałam się, że zabraknie i zrobiłam mały zapas obu wersji. Z radością będę używać ich kolejne kilka miesięcy.

puder bambusowy ecocera E1

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie spojrzała na składy moich ulubieńców. Oto one:

  • Puder bambusowy: Bambusa Arundinacea Stem Extract, Magnesium Stearate, Serica Powder, Phenoxyethanol (konserwant), Parfum, Ethylhexylglycerin (naturalny konserwant).
  • Puder ryżowy: Dimethylimidazolidnone Rice Starch, Magnesium Stearate, Phenoxyethanol, Parfum, Ethylhexylglycerin

Jestem w stanie zrozumieć obecność konserwantów w produktach kosmetycznych, zwłaszcza takich, których nie sposób szybko zużyć, ale zastanawia mnie jedno – po co komu zapach w pudrze? Właśnie otworzyłam oba produkty i okazało się, że muszę ustawić zmysł węchu na maksymalną czułość, by stwierdzić, że rzeczywiście zapach istnieje. Jest delikatny i trochę hm.. kwiatowy.  Ale co z tego, kiedy ulatnia się w ciągu kilku minut od aplikacji i nie ma nic wspólnego z ryżem i bambusem?

Mimo wątpliwości dotyczących składu, myślę, że zapasy się jednak nie zmarnują. Jestem pewna, że w skład innych pudrów pozostawia do życzenia o wiele więcej. Rozgrywka między bambusem i ryżem kończy się remisem. Nie potrafię wybrać i rozstać się z żadnym z nich.

Jeśli macie chwilę, podzielcie się swoimi spostrzeżeniami. Który z  nich gości w Waszych kosmetyczkach? I czy w ogóle czujecie ten zapach?

3 komentarze

    Tak, gąbka jest kiepska… Pędzle w przypadku sypkich pudrów sprawdzają się świetnie. Z czystym sumieniem polecamy słynne Hakuro: H100 (kabuki) oraz H50 (flat top). :)

    moja normalna cera polubiła ryżowy. Dobrze mieć go w taką pogodę, bo to WYBAWIENIE od świecącego nosa, na który złoszczę się od lat 😤
    Dzięki, dzięki Creaminalist!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tea Time – Czyli moje dłonie pachną herbatą!

Tak, pisząc tę recenzję rozkoszuję się delikatnym herbacianym zapachem (bynajmniej nie popijam herbaty…;)). Odkąd YOPE zawojował Instagram, byłam bardzo ciekawa tej firmy i ich produktów, a że ostatnio szukałam kremu do rąk – padło na…

1 rok temu

Jak zdetronizować olejki, czyli recenzja kremu nawilżającego Power of Minerals

Nadeszła ta najmniej spodziewana chwila. Oto ja, wierna fanka codziennej aplikacji rozmaitych olejków na twarz, po roku zachwytów, sięgnęłam po KREM. Szczerze mówiąc (hm…pisząc), byłam przekonana, że genialne efekty stosowania jojoby, dzikiej róży, słodkich migdałów…

2 lata temu