Recenzja olejku do demakijażu firmy Marion

Jak to było…

Po wnikliwej lekturze Sekretów urody Koreanek doszłam do wniosku, że te piękne kobiety miałyby z pewnością niezły ubaw, gdyby zobaczyły mój codzienny demakijaż, który trwa dwie minuty i ogranicza się do użycia żelu do mycia twarzy na bazie mydła i płynu micelarnego.

Postanowiłam zatem wziąć się za siebie i udałam się po olejek. Ponieważ portfel był prawie pusty, a chęć posiadania rzecz jasna silna, zdecydowałam się na Golden Skin Care. Olejek do demakijażu twarzy i oczu firmy Marion. Buteleczkę o pojemności 150 ml, o ile dobrze pamiętam, zdobyłam za około 15 złotych. Za co zapłaciłam?

Obietnice producenta

Na opakowaniu znajduje się informacja „100% OILS. Olejek arganowy i migdałowy”, jak również, że jest to kosmetyk 3 w 1, gwarantujący oczyszczenie, odbudowę i odmłodzenie (potrzebowałam tylko pierwszego „o”, więc resztą się nie sugerowałam). Z opisu wynika, że olejek:

  •         Jest delikatny i dobry dla każdego rodzaju skóry;
  •         Skutecznie usuwa makijaż (nawet wodoodporny), zanieczyszczenia i nadmiar sebum;
  •         Pielęgnuje, działa odmładzająco i regenerująco (dzięki kompozycji oleju arganowego, słonecznikowego, ze słodkich migdałów oraz witaminy E);
  •         Gwarantuje gładką, miękką i nawilżoną cerę;
  •         Spowalnia proces starzenia się skóry;
  •         Nie zawiera mydła, barwników i konserwantów;

Sposób użycia – teoria i praktyka

Marion proponuje nam dwie opcje użycia:

1)      przetarcie okolic oczu i twarzy wacikiem nasączonym olejkiem;

2)    nałożenie kosmetyku na dłoń (1-2 naciśnięcia pompki) i rozsmarowanie na twarzy, którą następnie należy zwilżyć wodą i masować aż do powstania mlecznej emulsji. Ostatnim krokiem jest zmycie olejku letnią wodą.

Do dyspozycji mamy także filmik instruktażowy:

Ja zdecydowałam się już na samym początku na skorzystanie z propozycji drugiej, etapowej. Nie lubię, gdy na skórze pozostaje lepka warstwa po demakijażu, bo mam wówczas wrażenie „niedoczyszczenia”, a ponadto wizja tłustej mazi w oczach jakoś do mnie nie przemawia. Aby uniknąć przedostania się kosmetyku do oczu, przed jego aplikacją zmywam tusz do rzęs owszem, wacikiem, ale nasączonym płynem micelarnym. Dzięki temu mogę skupić się potem na masażu twarzy, bez patrzenia na resztki kolorówki z powiek, które nieestetycznie mieszają się z olejkiem.

Praktyka…

Do oczyszczenia twarzy z podkładu mineralnego w zupełności wystarczy mi ilość, jaką wydobywa się po jednokrotnym naciśnięciu pompki. Rozprowadzam olejek po całej twarzy, jednocześnie wykonując masaż pobudzający krążenie i zmniejszający napięcie skóry. Po dwóch, góra trzech minutach zwilżam nie twarz, ale ręce ciepłą wodą i ponownie, okrężnymi ruchami masuje, aż zobaczę na twarzy białą emulsję. Produkt, rzecz jasna, nie pieni się, ale widać, że emulsja zawiera resztki podkładu… Następnie spłukuje produkt ciepłą wodą i myję delikatną pianką na bazie mydła – z przyzwyczajenia i w zgodzie z koreańskimi zwyczajami. I jak wrażenia? :)

marion kopia

Opinia po dwóch miesiącach stosowania olejku Marion

Wrażenia bardzo, ale to bardzo pozytywne. Kiedyś, dla sprawdzenia, jak olejek radzi sobie z zanieczyszczeniami bez „wspomagaczy” (płynu micelarnego i pianki), postanowiłam zrobić test wacikowy. Okazało się, że po użyciu kosmetyku nie widać na waciku śladów podkładu. Jedyne, co mogę mu zarzucić, to efekt pandy pod oczami, ponieważ nie poradził sobie z tuszem do rzęs.. Do pomocy potrzebuje płynu micelarnego, jak już wcześniej wspomniałam. Jest to jeden z dwóch minusów, jaki udało mi się zaobserwować po tak długim czasie stosowania. Drugi to, niestety, skład, ale o tym później.

Pora na zalety Golden Skin Care:

+ dobrze oczyszcza twarz z mineralnego podkładu, różu, korektora i rozświetlacza;

+ świetnie radzi sobie ze szminkami, nawet tymi, których nie zmywa nawet tłuszcz w obiadku J

+ nie podrażnia wrażliwej, suchej cery ani delikatnych okolic oczu i ust;

+ nie zapycha porów (a mam do tego ogromną tendencję i obawiałam się jak nigdy!)

+ jest wydajny (w ciągu 2 miesięcy zużyłam 2/3 opakowania);

+ stanowi doskonałą bazę do masażu twarzy – konsystencja jest dość lekka, jak na olejki;

+ posiada bardzo delikatny zapach, który kojarzy mi się z dzieciństwem i nie jest chemiczny (podobno to biała herbata, ale jak dla mnie – oliwka dla niemowląt);

+ nie pozostawia uczucia ściągnięcia skóry;

+ nie wysusza, a wręcz lekko nawilża skórę. Po zastosowaniu jest rzeczywiście miękka i gładka w dotyku.

+ opakowanie jest estetyczne, a pompkę można przekręcić tak, by płyn po jej naciśnięciu nie wylewał się np. podczas podróży;

+ doskonale nadaje się do mycia pędzli! Sprawdziłam to kilka razy. Wystarczy wmasować odrobinę olejku w wilgotny pędzel (do pudru, podkładu, różu), pozostawić na kilka minut, a potem zmyć ciepłą wodą – resztki kosmetyków fantastycznie się rozpuszczają.

Analiza składu – kilka wątpliwości

Oczywiście, po cenie i producencie nie spodziewałam się, że olejek posiada w pełni naturalny skład i nie przeszkadza mi to, bo nakładam go na kilka minut i w zasadzie nie ma szans, by narobić szkód. Oto, co znajduje się w kosmetyku:

Helianthus Annuus Seed Oil – olej z nasion słonecznika,

Paraffinum Liquidum – o tym składniku pisałyśmy TUTAJ

PEG-40 Sorbitan Peroleate –  emolinet (zmiękcza, nawilża, wygładza) + emulgator

Dicaprylyl Carbonate – składnik tłuszczowy, emolient ( nawilża, zmiękcza i wygładza) naskórek poprzez tworzenie  filmu

Laureth-4 – alkohol, emulgator, substancja zwilżająca – ułatwia kontakt mytej powierzchni z roztworem myjącym, przez co ułatwia usuwanie zanieczyszczeń z powierzchni skóry i włosów

Argania Spinosa Kernel Oil – olej arganowy;

Prunus Amygdalus Dulcis Oil – olej migdałowy

Parfum,

Tocopheryl Acetateprzeciwutleniacz (antyoksydant). Ogranicza utlenianie zawartych w kosmetyku składników tłuszczowych, np. cennych olejów roślinnych.

PEG-8, humekant, składnik nawilżający, zapobiegający wysychaniu kosmetyku

Tocopherol – witamina E;

Ascorbyl Palmitate Palmitynian askorbylu, antyoksydant;

Ascorbic Acid – witamina C.

Citric Acid – kwas cytrynowy; sekwestrant, czyli substancji, która kompeksuje jony metali, dzięki czemu zwiększa trwałość kosmetyku, regulator pH

Linalool – składnik kompozycji zapachowej (konwalia), który znajduje się na liście alergenów.

OGÓLNA OCENA: 4+/6

SZANSA NA PONOWNY ZAKUP:  duża (gdy uda mi się go skończyć…)

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tea Time – Czyli moje dłonie pachną herbatą!

Tak, pisząc tę recenzję rozkoszuję się delikatnym herbacianym zapachem (bynajmniej nie popijam herbaty…;)). Odkąd YOPE zawojował Instagram, byłam bardzo ciekawa tej firmy i ich produktów, a że ostatnio szukałam kremu do rąk – padło na…

2 miesiące temu

Jak zdetronizować olejki, czyli recenzja kremu nawilżającego Power of Minerals

Nadeszła ta najmniej spodziewana chwila. Oto ja, wierna fanka codziennej aplikacji rozmaitych olejków na twarz, po roku zachwytów, sięgnęłam po KREM. Szczerze mówiąc (hm…pisząc), byłam przekonana, że genialne efekty stosowania jojoby, dzikiej róży, słodkich migdałów…

1 rok temu