Sucha skóra – znajdź wodę na pustyni

Testy to nie wszystko. Trzeba kierować się zasadą ograniczonego zaufania (szczególnie do kaprysów naszych twarzy), bo sprawa jest istotna i wymaga dokładniejszej analizy. Dziś na tapecie coś w klimacie „nie ma wody na pustyni”, czyli skrócone kompendium wiedzy o skórze suchej.

Najczęściej ziemistolice przedstawicielki różowo-żółtawej, naturalnie suchej cery, prawdopodobnie na pierwszym planie zobaczą łuszczący się naskórek. Oczywiście, jeśli będą mogły komfortowo zasiąść przed lustrem po wcześniejszym demakijażu z użyciem wody i rozmaitych mikstur. Wszelkie zabiegi oczyszczające powodują uczucie nieprzyjemnego ściągnięcia, napięcia skóry, którego dość wiernym (u wrażliwych) kompanem jest świąd. Tak, Drogie Panie, w ten sposób wasza cera domaga się nawodnienia.

Dlaczego?..

Dzieje się tak dlatego, że natura poskąpiła wam gruczołów produkujących łój, którego odpowiednia ilość działa nawilżająco i ochronnie, choć trudno uwierzyć w jego dobroczynne działanie, gdy już sama nazwa kojarzy się powiedzmy… niehigienicznie. Co ciekawe, suchy typ skóry nie jest przeciwieństwem jego tłustej siostry – możemy dostrzegać nadmierne przetłuszczanie i jednocześnie podrażnienia wynikające ze składu kosmetyków przeznaczonych do cery tłustej czy trądzikowej (głównie alkohol), które stosowane długotrwale, powodują odwonienie (gdy uśmiechasz się, a z twojej twarzy dosłownie się sypie, to powód do niepokoju).

Taki stan cery najczęściej wynika właśnie z kosmetycznych błędów, bo „idealna” sucha skóra (taka przedstawicielka gatunku) ma najczęściej zamknięte pory, jak również jest matowa – problem w tym, że aż za bardzo, bo niekiedy strukturą przypomina papier ścierny. Starannie wklepcie więc tłusty lub nawilżający krem (ale tylko wtedy, kiedy za chwilę nie wychodzicie na mróz), po drodze nie zapominając o kilku łykach mineralnej wody. Solidnie nakremowane, przyjrzyjcie się twarzy ponownie. Większość zauważy różową siatkę prześwitujących przez skórę naczynek krwionośnych, wymagających szczególnej uwagi, zwłaszcza wiosną i latem, ze względu na nasilone promieniowanie UV.

To co właścicielka skóry suchej powinna o niej wiedzieć i ją zaopatrzyć/zabezpieczyć..

Każda posiadaczka cery suchej powinna więc profilaktycznie uzbroić się w krem z filtrem, najlepiej nie zapominając o nim cały rok. Co, oprócz paradoksalnie złośliwego słońca, ma wpływ na wysuszenie powłoki twarzy i ciała? Książka pt. Medycyna piękności, podpowiada, że są to czynniki również inne czynniki zewnętrzne, np. mroźne powietrze oraz jego mała wilgotność (kobiety pracujące w klimatyzowanych pomieszczeniach i te ciepłolubne, niedające zimą odpocząć kaloryferom coś o tym wiedzą – prawda?). Czynniki wewnętrzne to choroby skóry (typu AZS, łuszczyca), przemęczenie (z łóżkiem obcować trzeba przynajmniej 8 godzin na dobę – w optymistycznej wersji dla niepracujących i bezdzietnych ), wspomniana niewłaściwa pielęgnacja (tj. wszelkie akty kosmetycznej agresji popełniane na skórze: mydła, silne detergenty, przeciwtrądzikowe „wysuszacze”), uboga w składniki odżywcze dieta oraz (sic!) WODA.

pijemy

Mała dygresja.. :) 

Idealnie byłoby posłużyć się przykładem pustynnej oazy, ale dla lepszego zobrazowania zdecydujemy się przenieść analogię na znajome większości tereny bałtyckie. Weźmy stereotypowego, polskiego plażowicza z Władysławowa. Co robi, gdy decyduje się na wyjście z parawanowej barykady po kilku godzinach smażenia się na słońcu? Odpowiedź jest prosta – idzie popluskać się w wodzie w celu słodzenia i namierzenia pociech swoich na materacach pływających. Na drugi dzień ciało w kąpieli z maślanki, a przez resztę wakacji regularnie gubione płaty suchej skóry – efekt odwodnienia. Wygrzebmy się z piasku i przypomnijmy o zasadzie, że woda, owszem, nawilża, ale stosowana wewnętrznie, zewnętrznie już niekoniecznie. Posiadaczki suchej skóry mogą poczuć ulgę, gdy wyrobią w sobie nawyk picia wody w ilości nie mniejszej niż 2l dziennie, jak sugerują dietetycy. Co tu dużo mówić: dla zdrowia i urody – butelki w dłoń, Kobiety! :)

PS. Pozostałe rodzaje skóry, w tym mieszana i tłusta zostały omówione tutaj 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tea Time – Czyli moje dłonie pachną herbatą!

Tak, pisząc tę recenzję rozkoszuję się delikatnym herbacianym zapachem (bynajmniej nie popijam herbaty…;)). Odkąd YOPE zawojował Instagram, byłam bardzo ciekawa tej firmy i ich produktów, a że ostatnio szukałam kremu do rąk – padło na…

2 miesiące temu

Jak zdetronizować olejki, czyli recenzja kremu nawilżającego Power of Minerals

Nadeszła ta najmniej spodziewana chwila. Oto ja, wierna fanka codziennej aplikacji rozmaitych olejków na twarz, po roku zachwytów, sięgnęłam po KREM. Szczerze mówiąc (hm…pisząc), byłam przekonana, że genialne efekty stosowania jojoby, dzikiej róży, słodkich migdałów…

1 rok temu